fotomontaż
Ja i Lolek (tak mówiliśmy na późniejszego Papieża) często organizowaliśmy wycieczki. A to spływ kajakowy, a to wędrówka po górach.
Pewnego razu, kiedy wracaliśmy z wycieczki po Bieszczadach, w środku dziczy zepsuło nam się auto. Otworzyłem więc maskę i starałem się naprawić usterkę. Podczas gdy ja grzebałem w silniku, moi towarzysze modlili się do Świętego Krzysztofa. Niestety, ani jeden, ani drugi sposób nie pomógł.
Pomoc miała dotrzeć dopiero następnego dnia. Na szczęście Karol zawsze miał ze sobą zapas kremówek.
Musieliśmy spędzić noc na pustkowiu. Miejsca w aucie było mało, więc ktoś z nas musiał spać na zewnątrz. Zgłosiłem się na ochotnika. Rozpaliłem ognisko i położyłem się na trawie.
Rano obudziłem się przemarznięty. Lolek podszedł do mnie i zapytał jak minęła noc. Odpowiedziałem: „Wiesz, spało się dobrze, ale strasznie zimnem ciągnęło od ziemi” – po czym dodałem – „tej ziemi.”
Karol później wiele razy wracał do tej sytuacji.
——————-
Fot. Tomasz Jagodziński / newspix.pl
Źródło zdjęcia: https://goo.gl/HJ9qt2
Przedstawiona historia jest nieprawdziwa i ma charakter humorystyczny.